Kategorie

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Tofurniko-brownie z malinami

Tak, nadal walczę z nawałem malin. :D Chciałam zrobić delikatny tofurnik z malinami. Bez ciężkiego ciasta, w malutkiej tortownicy... Malinowy puszek-okruszek mi się marzył. Nie mogłam znaleźć spodu od małej formy. Malinowa masa zaczynała tężeć w blenderze, a ja stałam na środku kuchni, otoczona pokrywkami i foremkami, w poszukiwaniu jednej zakichanej blaszki. Miałam zbyt mało "serowej" masy, żeby zrobić tofurnik bez mącznego spodu w innej niż mini-foremce. Olałam moje puszkowo-malinowe "widzimisię", wyjęłam dużą, typową tortownicę i w 3 minuty ukręciłam ciężki, kakaowy, wręcz suczy spód. Tak, "suczy"to określenie idealne. Bo jak inaczej nazwać cudnie różowe, pachnące malinami tofurniko-brownie? ;)
 

Tofurnik z malinami



Składniki:

Brownie:



  • szklanka mąki orkiszowej
  • 1/3 szklanki dobrej jakości kakao
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego
  • 1/2 szklanki oleju słonecznikowego/rzepakowego
  • 5 łyżek ksylitolu
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
Warstwa "serowa":
  • 180 g tofu naturalnego
  • puszka mleka kokosowego
  • 350 g malin + dowolna ilość do dekoracji
  • 6 łyżek ksylitolu
  • sok z połowy cytryny
  • 2 płaskie łyżki agaru
  • ew. wiórki koko lub płatki migdałów do posypania


Do roboty!

Zaczynamy od spodu. Suche składniki wsypujemy do miski, dodajemy mleko wymieszane z olejem, całość mieszamy. Ciasto wlewamy do formy wysmarowanej niewielką ilością oleju (lub silikonowej). Pieczemy 15 minut w 200 stopniach (do suchego patyczka).
Tofu wrzucamy do blendera, podlewamy sokiem z cytryny, miksujemy. Maliny blendujemy. Przecieramy przez sitko tak, żeby pozbyć się pestek. Do tofu wlewamy sok malinowy i 1/2 puszki mleka kokosowego, miksujemy. Resztę mleka zagotowujemy z ksylitolem. Kiedy zacznie wrzeć, ściągamy z palnika, dodajemy agar, porządnie mieszając ponownie zagotowujemy. Gotujemy ok.2 minut, ciągle mieszając. Zżelowane mleko wlewamy do reszty składników, blendujemy do uzyskania jak najgładszej masy. Całość wylewamy na spód (musi znajdować się w formie w której był pieczony!). Ozdabiamy malinami, wiórkami, czymkolwiek co lubicie/macie pod ręką. Odstawiamy, żeby masa "serowa"spokojnie stężała. Smacznego!



wtorek, 16 sierpnia 2016

Wegańskie babeczki z malinami

Znowu maliny. ;) Tym razem upchnęłam je do najprostszych bananowych babeczek (znacie je już z tego przepisu). :)


Wegańskie babeczki z malinami


Składniki:
  • 2 szklanki mąki
  • 1 i 1/4 szklanki mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
  • 1/4 szklanki oleju 
  • 2 średnie banany
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 5 łyżek ksylitolu
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki malin
  • ew. kilka łyżek płatków migdałów

Do roboty!

Banany rozgniatamy widelcem, dodajemy mleko i olej, mieszamy. Mąkę, ksylitol, proszek do pieczeni i sól wsypujemy do miski. Wlewamy bananową miksturę, mieszamy. Dodajemy maliny, delikatnie mieszamy. Ciasto wlewamy do foremek, posypujemy płatkami migdałów. Pieczemy ok. 35 minut w 180 stopniach (do suchego patyczka), uważając, żeby nie przypalić płatków (pierwsze 15 minut piekłam na dolnej półce, potem przeniosłam babeczki wyżej, ciągle od nich zaglądając). Studzimy. Smacznego!






poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Lemoniada malinowo-imbirowa

Wrócilim. Blade i grubsze - bo deszcz i wegańskie pierogi. :D Jak pewnie wiecie (bo piszę o tym co roku ;) ), mam to szczęście, że pod moim oknem, na ogródku rośnie pierdylion malin. Przerabiać trzeba, pomysłów brak, na pieczenie nie ma czasu, ilość nie do przejedzenia - kombinujemy więc. :) Tym razem lemoniada/woda smakowa z malinami i imbirem. Najlepsza po nocnym leżakowaniu w lodówce - cudnie się wtedy różowi. :)

Lemoniada malinowo-imbirowa



Składniki:
  • litr wody mineralnej lub przegotowanej i schłodzonej
  • 1/2 szklanki wrzątku
  • 5 cm imbiru
  • szklanka malin
  • pół cytryny
  • 4 łyżki miodu lub syropu z agawy

Do roboty!

Imbir obieramy, kroimy w plastry, wrzucamy do wysokiego naczynia, zalewamy wrzątkiem. Odstawiamy na 5 minut. Dodajemy maliny, słód (jeśli używamy miodu, dodajemy go, kiedy imbirowy napar porządnie przestygnie), mieszamy, dolewamy chłodną przegotowaną/mineralną wodę. Odstawiamy na co najmniej godzinę. Smacznego!






sobota, 30 lipca 2016

Wegańska tarta z kurkami

Za 13 godzin, razem z Małecką, będziemy gnały na pociąg. Z racji tego, że w każdym stroju wyglądam jak morświn, olałam pakowanie na rzecz zażerania się tostami - gorzej już nie będzie. :P Skoro oprócz przeżuwania i myślenia jak do jutra zrzucić boczki, nie zajmuję się niczym sensowym (tata Małeckiej ukradł ją na pół dnia <3 ), podrzucę Wam przepis na wczorajszą tartę. 
Biały spód aż razi w oczy. Nie miałam pod ręką mąki orkiszowej, nie było mi też po drodze do sklepu. Pewnie będę smażyła się przez to w piekle - trudno. Spód jest puszysty i grubiutki jak kluski na parze. Nie dodawajcie więcej mąki, niech będzie taki mięciusi. :) Oliwa jest składnikiem obowiązkowym, nadaje ciastu fajnego posmaku. Do tego recyklingowy farsz z pośniadaniowej kaszy jaglanej i zalegającej w lodówce cieciorki + kurki z przeceny. :D Polecam!

Wegańska tarta z kurkami


Składniki:

Ciasto:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 1/3 łyzeczki soli
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
 Farsz:
  • 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1,5 szklanki ugotowanej lub puszkowanej cieciorki
  • 2 ząbki czosnku
  • sól
  • 1/2 szklanki wody
  • 500 g kurek
  • łyżka oleju
  • łyżka majeranku
  • czubata łyżeczka musztardy francuskiej

Do roboty!

Składniki na ciasto zagniatamy. Ciastem wylepiamy foremkę (nie smarowałam jej olejem, użyłam takiej, do której nic nie przywiera). Pieczemy 10 minut w 180 stopniach.
Większe kurki kroimy na 2-3 części, mniejsze zostawiamy w całości. Smażymy na oleju, solimy. Dusimy do porządnego odparowania (kurki znacznie zmniejszą swoją objętość). Przyprawiamy majerankiem i musztardą.
Kaszę, cieciorkę i czosnek wrzucamy do blendera. Dolewamy wodę i miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Solimy do smaku.
Na podpieczony spód wylewamy masę jaglaną. Na która następnie wykładamy kurki. Pieczemy 20 minut w 180 stopniach. Smacznego!

piątek, 29 lipca 2016

Wegański tort z galaretką i kremem kakaowym



Z racji tego, że w niedzielę będę już smażyła swoją bladą dupkę na plaży, chciałabym do tego czasu opublikować kilka zalegających przepisów. Na pierwszy ogień idzie TORT! Biszkopt zrobiłam z zeszłorocznego przepisu na ciasto z aqua faby. Od publikacji tego przepisu robiłam go już kilka razy. Raz wychodził lepiej, innym razem wyciągałam z piekarnika totalną katastrofę. Doszłam do tego, że wszystko zależy od zalewy, której używamy. Do zrobienia biszkoptu najlepsza będzie woda spod cieciorki w słoiku, która można teraz kupić w Biedronce za 2,99. :) Jest gęsta, szybko się ubija, piana nie opada podczas dodawania mąki, a ciasto ładnie wyrasta - IDEAŁ.  Do tego krem na bazie awokado i  galaretka z ogródkowych malin. Spróbujecie? :)

P.S. Podana ilość składników wystarczy na MAŁĄ tortownicę.

Wegański tort z galaretką i kremem kakaowym



Składniki:

Biszkopt:
  • 1/2 szklanki wody ze słoika/puszki z ciecierzycą (polecam słoikową z Biedronki!)
  • 1/2 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 4 łyżki ksylitolu
  • łyżeczka proszku do pieczenie
  • łyżka oleju do wysmarowania formy
Galaretka:
  • 3/4 szklanki wody
  • 200 g malin
  • 2 łyżki ksylitolu
  • płaska łyżka agaru
  • garść malin
 Krem:
  • 3 dojrzałe awokado
  • 3 łyżki kakao
  • 4 łyżki płynnego słodu (miód, syrop z agawy, klonowy, daktylowy)
 Dodatkowo:
  • maliny i jeżyny do ozdoby
  • 1/3 szklanki płatków migdałów

Do roboty!

Wodę z puszki miksujemy do uzyskania białej, błyszczącej piany. Dodajemy po łyżce ksylitolu, cały czas ubijając do momentu aż piana bedzie sztywna (miksowanie powinno zająć ok. 15 minut). Naczynie z pianą podnosimy "do góry nogami" nad głowę, jeśli zawartość nie spadnie nam na włosy, ubijanie możemy uznać za zakończone ;) Mąki mieszamy z proszkiem do pieczenia, przesiewamy do ciasta po dwie-trzy łyżki, za każdym razem delikatnie mieszając. Ciasto przelewamy do wysmarowanej olejem foremki (u mnie mała tortownica o średnicy 18 cm). Pieczemy 25-30 minut (do suchego patyczka) w 180 stopniach. 
Obrane i pozbawione pestki awokado blendujemy z kakao i słodem na gładką masę. 
200 g malin blendujemy z wodą. Powstały mus przelewamy przez sitko, żeby pozbyć się pestek. Otrzymany sok zagotowujemy z ksylitolem. Kiedy zacznie wrzeć ściągamy z palnika, dodajemy agar, porządnie mieszamy i ponownie zagotowujemy. Gotujemy od 2 minuty ciągle mieszając. Foremkę w której piekliśmy biszkopt myjemy, smarujemy niewielką ilością oleju. Do garnka z sokiem malinowym zagęszczonym agarem, wsypujemy garść malin, mieszamy i wylewamy do foremki. Chłodzimy. 
Biszkopt przekrawamy na dwie części. Spód smarujemy dwiema łyżkami kremu kakaowego, na krem kładziemy stężoną galaretkę malinową, którą również smarujemy kremem. Przykrywamy biszkoptem. Całość smarujemy resztą kremu. Ozdabiamy malinami, jeżynami i płatkami lub czymkolwiek chcecie. :) Smacznego!



czwartek, 28 lipca 2016

Wegańskie Raffaello

Mam tyyyle sprzątania i jeszcze więcej pakowania. Tylko chęci brak. Usiadłam więc z talerzem załadowanym smażonym kalafiorem i postanowiłam nadrobić trochę blogowych zaległości. Raffaello robiłam przy okazji ostatnich warsztatów, które prowadziłam. Dzień przed warsztatami ukulałam je w domu. Wyszły w miarę równe i kulkowate. Na warsztatach przypominały małe romby, ale nie da się ukryć - takie krzywuski, ulepione przez małe łapki są najlepsze. ;) Jak już nieraz Wam pisałam - nie lubię kokosów. Jedyne, które toleruję to młode kokosy smakujące jak proncessa orzechowa. ;) Te owłosione, wiórki, czy kokosowe słodycze typu bounty - mogłyby dla mnie nie istnieć. Ale Raffaello chciałam ukręcić. Tym bardziej, że dawno nie robiłam niczego jaglanego. Są więc. Zjadłam jednego, żeby sprawdzić, czy w ogóle są jadalne. Są jadalne i kokosowe, więc na jednym poprzestałam. ;) Jeśli lubicie takie smaki - polecam. Jeśli chcecie przemycić Waszym dzieciom jaglankę - polecam podwójnie. :)

Wegańskie Raffaello



Składniki:
  • szklanka suchej kaszy jaglanej
  • 1,5 szklanki wody
  • puszka mleka kokosowego
  • 4 łyżki słodu (syrop z agawy, miód, ksylitol)
  • 1/2 szklanki mielonych migdałów (ew. zmielonych wiórków kokosowych/mąki kokosowej)
  • szczypta soli
  • ok. 40 g migdałów zalanych ciepłą wodą ponad poziom
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych do obtoczenia kuleczek



Do roboty!

Wodę i mleko kokosowe zagotowujemy, solimy. Do wrzątku wrzucamy kaszę (i ksylitol, jeśli to nim będziecie słodzić kulasy), gotujemy pod przykryciem do momentu, kiedy kasza wchłonie cały płyn. Ugotowaną blendujemy na jak najgładszą masę. Chwilę studzimy, dodajemy płynny słód (jeśli nim będziecie słodzić), blendujemy. Studzimy. 
Odlewamy wodę z migdałów, ściągamy skórki.
Do jaglanej masy wsypujemy mielone migdały, zagniatamy. Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, do środka wkładamy migdał, obtaczamy w wiórkach kokosowych. Chłodzimy. Smacznego!





niedziela, 24 lipca 2016

Kotlety buraczane

Ostatnio byłam na randce z Panem Burakiem. W wyniku tego spotkania powstały buraczane burgery. Przesoliłam i dodałam zbyt dużo mąki, przez co były gorzkawe. Jeśli uda się Wam nie spartaczyć ich w ten sposób, powinny Wam zasmakować. :D Mają cudny kolor, szczególnie po przekrojeniu. Upchnęłam je w bułce, razem z hummusem z awokado, ogórasem, pekińską i papryką. :)

Kotlety buraczane



Składniki:
  • woreczek kaszy jęczmiennej
  • 300 g buraków
  • kilka łyżek mąki (u mnie kukurydziana)
  • łyżka zmielonego siemienia
  • łyżka oleju sezamowego
  • łyżka chrzanu
  • majeranek
  • sól
  • suszona bazylia
  • słodka papryka
  • szczypta zmielonego kminku
  • pieprz
  • 2 ząbki czosnku
  • bułka tarta do obtoczenia
  • olej do smażenia


Do roboty!

Buraki obieramy, ścieramy na tarce. Kaszę gotujemy. w osolonej wodzie Ugotowaną blendujemy na w miarę gładką masę. Dodajemy buraka i czosnek, ponownie masakrujemy blenderem.  Przyprawiamy, dodajemy siemię i kilka łyżek mąki, żeby zagęścić masę. Odstawiamy do przestudzenia. Formujemy kotlety, obtaczamy w bułce tartej, smażymy na rozgrzanym oleju. Smacznego!




środa, 20 lipca 2016

Hummus z awokado

Kolejny hummus. Tym razem bardzo delikatny, o maślanej, tłuściutkiej konsystencji. Korzystajcie, póki trwa promocja na awokado w Biedronce. 9,99 zł/kg, interes życia! ;) Nic więcej Wam już nie napiszę, bo nie mogę zebrać myśli przed dzisiejszymi warsztatami o których pisałam Wam już na fanpejdżu. To będzie kompromitacja stulecia. Mam nadzieję, że skończy się tylko na palnięciu nieszkodliwej głupoty, co zapewne będzie miało miejsce. Boję się, że wkręcę sobie włosy w blender, spalę maszynę do mięsa w której będę mieliła daktyle, albo wysadzę w powietrze cały lokal. Uff, trzymajcie kciuki, żeby dzieci były zadowolone! :)

Hummus z awokado


Składniki:
  • 2 szklanki ugotowanej ciecierzycy (użyłam takiej ze słoiczka, z Biedronki :) )
  • dojrzałe awokado
  • ząbek czosnku
  • 3 łyżeczki tahini lub oleju sezamowego
  • ew. 1/4 szklanki ciepłej wody
  • sok z 1/3 cytryny
  • sól do smaku

Do roboty!

Awokado obieramy, pozbawiamy pestki. Wszystkie składniki blendujemy. W razie problemów z miksowaniem, dolewamy 1/4 szklanki wody. Smacznego!


piątek, 15 lipca 2016

Wegańska tarta z budyniem i wiśniami

Znowu ciasto. Wakacje w pełni, a dupa jeszcze świąteczna. Nie jest dobrze. :P
Spód i górą z przepisu na tartę z truskawkami, budyń i wiśnie. Niby idealnie. Jednak chyba nie jestem fanką ciast z budyniem. Taka zimna masa trochę mnie obrzydza. Więc pewnie robiłam je ostatni raz. Ale jeśli Wy lubicie budyń - zapraszam do zagniatania składników. :) I nie zapominajcie o zaproszeniu do kuchni przystojnych panów z ich Cherry Pie! Gwarantuję, że będzie Wam się milej drylowało. :D

Wegańska tarta z budyniem i wiśniami


Składniki:

Ciasto:
  • 2 i 1/3 szklanki mąki
  • 6 łyżek ksylitolu
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3/4 szklanki oleju rzepakowego/słonecznikowego
  • łyżka zmielonego siemienia lnianego zalana połową szklanki wrzątku
  • szczypta soli
  • esencja waniliowa, ziarenka z laski wanilii, cukier waniliowy lub ksylitol aromatyzowany wanilią - cokolwiek waniliowego ;)
  • 500 g truskawek + łyżka ksylitolu + łyżka mąki ziemniaczanej
  • łyżka kaszy manny lub bułki tartej
Dodatkowo:
  • 2,5 szklanki mleka roślinnego (u mnie sojowe z biedronsi ;) )
  • 1,5 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego
  • 2,5 łyżki ksylitolu
  • ew. dwie łyżki amaretto
  • 2 szklanki wydrylowanych czereśni + łyżka mąki ziemniaczanej + łyżka ksylitolu
  • ew. ksylitolowy puder do posypania

Do roboty!

Wiśnie zasypujemy mąką ziemniaczaną i ksylitolem, mieszamy i odstawiamy na sitku.
Mąkę, ksylitol, sól, proszek do pieczenia i "coś" waniliowego mieszamy. Dodajemy olej i siemieniowego glutka. Wyrabiamy, formujemy kulkę, chłodzimy. 
Odrywamy 2/3 schłodzonego ciasta. Ciastem wylepiamy foremkę (użyłam nieprzywierającej foremki do tarty, więc nie smarowałam jej olejem). Podpiekamy 15 minut w 200 stopniach.
2 szklanki mleka zagotowujemy z ksylitolem i ew. amaretto. Budyń rozpuszczamy w pozostałym płynie. Wlewamy do gotującego się mleka. Gotujemy przez chwilę na minimalnym ogniu, ciągle mieszając. Budyń wylewamy na podpieczony spód. Na masie układamy wiśnie. Przykrywamy pozostałym ciastem (ja rwałam je na kawałeczki :) ). Pieczemy 20 minut w 200 stopniach. Po wystudzeniu możemy posypać ksylitolowym pudrem. Smacznego! :)
 



czwartek, 7 lipca 2016

Jak mus to mus - recenzja

2 lata temu, na pierwszej Ostrowskiej Kuchni Społecznej widziałam, że jakaś kobieta rozłożyła na stole musy dyniowe. Z Małecką pod pachą, pełnym talerzem, biegając od garnka do garnka... nie miałam okazji ich spróbować. Po zakończonej Kuchni udało mi się dorwać słoiczek musu dyniowo-pomarańczowego o uroczej nazwie "Pomarańczowa Rozkosz". Wyjadałam go łyżką. Na zmianę z moim tatą. Przepadliśmy totalnie. Próbowałam odtworzyć ten mus w kuchni, jednak to nie było TO. Na ostatniej Kuchni w Ostrowie znowu miałam okazję spotkać "Panią od dyni". Dowiedziałam się, gdzie można dostać Jej produkty, zgarnęłam kilka ulotek i... przygarnęłam kilka do połowy wyjedzonych musów. I o tych "słoiczkach" będzie dzisiejszy post.  

P.S. Tak, jak przy okazji każdej recenzji, którą możecie znaleźć na blogu, napomknę: to jest moja opinia. Nikt nie zapłacił mi za recenzję. Nie mam z tego żadnych korzyści materialnych. Piszę o tych produktach, bo uważam, że warto. Za musy nie zapłaciłam. Dostałam je, ale nie dlatego, żeby je zrecenzować. Na ten pomysł wpadłam po spróbowaniu. ;) Będę to zaznaczać, aż do znudzenia, bo jestem uczulona na sponsorowane posty i blogi, na których jest więcej reklam niż innej sensownej treści. Takich blogów nie szanuję. Koniec, kropka. ;)



Pierwsze wrażenie? 
Kolor! Cudny, żywy, baaaardzo apetyczny, a przede wszystkim: naturalny. Obrzydza mnie kolorowa, sztucznie barwiona spożywka. Musy mają cudny dyniowy kolor. Dodatki smakowe mają wpływ na intensywność koloru, co tylko potwierdza fakt, że nie ma w nich żadnych sztucznych barwników. 



Po drugie: zapach! Obłęd! Korzenny w przypadku "Aromatycznego Kardamonu", cytrusowy po otwarciu "Pomarańczowej Rozkoszy" lub tropikalny dzięki ananasowi. Świeży zapach dodatków zmieszany z ciepłym, jesiennym aromatem dyni jest rewelacyjnym połączeniem. Lubię bardzo!


Konsystencja jest zależna od "dosmaczaczy" Mus czekoladowy jest bardziej zwarty, reszta z dodatkiem owoców ma konsystencję luźniejszą, zbliżoną do popularnych deserków w słoiczkach dla maluchów. Musy są delikatne, nie ma w nich kawałków owoców. Są idealnie przetarte, jak na musy przystało. ;)


Smak!!!
Musy są przede wszystkim dyniowe. "Dosmaczacze" nie są nachalne, ale idealnie komponują się dynią. Zakochałam się w "Ananasowym muśnięciu", nie wiedziałam, że ananas i dynia tak bardzo się lubią. Kwaśny owoc idealnie współgra ze słodką, mdłą dynią. Największym zaskoczeniem w składzie była... cukinia! Zdecydowanie najbardziej dopieszczony smak. Mój numer jeden.
Niespecjalnie smakowała mi wersja czekoladowa. W składzie musu nie ma czekolady, tylko kakao, co razem z powidłami śliwkowymi tworzy dosyć kwaśną papkę. Fajny do ciastek, czy naleśników. Samego nie byłabym w stanie zjeść.
"Pomarańczowa rozkosz" - omnomnom. <3 Wyrazisty, cytrusowy, pachnący, korzenny... przepyszny! Do wyżerania łyżką.
"Dynia z jabłkiem bez cukru" - czuć, że nie był dosłodzony. Domyślam się, że dużo może zależeć od rodzaju jabłek użytych przez Panią Romanę. Te musiały być bardzo kwaśne. Sprawdzi się, np. do przełożenia bardzo słodkich ciastek lub do dosmaczenia kawy z mlekiem roślinnym. :)


Skład!

Nie daję się już nabrać na cukier trzcinowy, który wcale nie jest "mniejszym złem". Dlatego pewnie posłodziłabym je czymś innym. Chociaż lepszy cukier, niż sztuczny słodzik... Poza cukrem, skład jest rewelacyjny. Krótki i prosty. Bez wymyślnych składników, których nazwy brzmią jak fragment zaklęcia. Bez zagęstników i konserwantów. Jak z babcinej spiżarni. :)

"Pomarańczowa rozkosz" - dynia 74 %, jabłko 9%, pomarańcza 9%, cukier trzcinowy, cytryna.

"Dynia z jabłkiem bez cukru" - dynia 50%, jabłko 50%.

"Czekoladowe mniam mniam" - dynia 63%, powidła śliwkowe  27%, cukier trzcinowy, kakao, przyprawy.

"Gruszkowy posmak" - dynia 65%, gruszki 30%, cukier trzcinowy, cytryna, przyprawy.

"Ananasowe muśnięcie" - dynia 32%, cukinia 22%, ananas 20%, jabłka 15%, cukier trzcinowy, cytryna, przyprawy.

"Aromatyczny kardamon" - dynia 55%, jabłka 36%, cukier trzcinowy, cytryna, przyprawy.


Gdzie można kupić musy?

Musy można kupić w Wysocku Małym, gdzie mieści się ta domowa manufaktura. Jednak proponuję kontaktować się bezpośrednio z Panią Romaną Wróbel, np. przez "fajnepejdża". ;) U Pani Romany, oprócz musów możecie kupić jarmuż, czy topinambur. W Wysocku organizowane są również warsztaty o tematyce "jedzeniowej" ;). Na ostatnich spotkaniach Pani Romana pokazywała jak zbierać pokrzywę i co można z niej przyrządzić. Wypas, prawda? :) Sama chyba się na nie skuszę, warto wspierać ludzi z pasją! :)



Podsumowując:
  • smak - dla każdego coś dobrego ;) kilka wersji smakowych do wyboru, każdy znajdzie coś dla siebie
  • cena - nie mam pojęcia, dostałam otwarte już słoiczki ;)
  • konsystencja - w większości dosyć luźna, wszystko zależy od smaku
  • skład - posłodziłabym je czymś innym; bez sztucznych aromatów i innych syfiastych sztucznizn; naturalny i prosty